Statystyka

8.08.2012

x. Chapter 37 - Nienawidzę twojego mózgu.

Przy przesiadce w Londynie na lotnisku dopadli nas fani, chociaż wcale tam nie graliśmy koncertu. Nie było ich wielu, co najwyżej dziesięć osób, które przypadkiem tam się znalazły. Zmęczony zmusiłem się do uśmiechu do zdjęć, zapisałem kilka kartek literką J, która służyła mi za autograf i popędziłem do kolejnego samolotu.
Usiadłem na swoim miejscu z Emmą, Shannon siedział po drugiej stronie z Timem i robił coś w telefonie. Tomo i Vicki wiecznie razem, tuż przede mną; Braxton za Shannonem z Mattem. Swoją drogą jeszcze nie przyzwyczaiłem się do niego. Po co on nam, skoro teraz znów mamy Tima?
Po pokładzie rozległ się damski głos, który informował i poprosił o zapięcie pasów, gdyż za chwilę mamy startować. Po chwili czułem jakby mi rozsadzało czaszkę, ciśnienie rosło, aż kilka minut później ustabilizowało się. Przyzwyczaiłem się już, ale wciąż tego nie lubiłem.

Alyson.

- Nie! - krzyknęłam na Harrego, kiedy chciał odsłonić okno, a do pokoju wpadły pierwsze promienie słońca. - Nie odsłaniaj. - Zaprotestowałam, ale ten i tak to zrobił. - Dlaczego ty tak wcześnie wstajesz? - zapytałam i wtuliłam się w kołdrę.
- Jest prawie dziewiąta rano. - Oznajmił i założył spodnie. - Niektórzy ludzie pracują. Jak to możliwe, że masz kasę, a nie pracujesz?
- Pracuję jak potrzebuję. Na obecną chwilę jest to niewskazane, zresztą potrafię oszczędzać. - Odwróciłam się plecami do słońca, które mnie drażniło, twarzą do Harrego.
- Skoro o tym mowa, to... - zaczął, ale mu przerwałam.
- Och, wiedziałam, że do czegoś dążysz. - Mruknęłam, ale to zignorował.
- ...mam prośbę. David stara się ogarnąć ten swój cały ślub, zostaję tylko ja i Luke, więc potrzebuję pomocy. - Uśmiechnął się słodko, próbując mnie przekonać. - No weź, wpadnie ci coś do portfela. Serio, potrzebuję cię. Obok otworzyli jakąś dużą firmę i po południu przychodzi całkiem sporo osób. - Podszedł do brzegu łóżka i uklęknął, aby spojrzeć mi prosto w oczy. - Tylko we dwójkę tego nie ogarniemy, potrzebujemy trzeciej osoby. Proszę.
- A mogę ci zmierzwić włosy? - uśmiechnęłam się.
Wywrócił oczami z irytacją, co uznałam za zezwolenie. Zadowolona zrobiłam, co miałam zrobić i zgodziłam się na propozycję pracy.
Podniosłam się do pozycji siedzącej i oparłam się plecami o ścianę. Ziewnęłam przeciągle i przetarłam oczy dłońmi. Obserwowałam jak Harry zakładał granatową koszulę i kolejno od góry zapinał guziki.
- Zrób mi śniadanie. - Bardziej rozkazałam niż poprosiłam.
- A z jakiej to okazji? - zakpił.
- Pomagam ci w pracy.
- Już ci pozwoliłem zmierzwić moje włosy, czy ty czasami nie żądasz za dużo? - zaśmiał się. - Zrobię, ale ty robisz kawę. - Postawił warunek.
- Zgoda. - Wstałam z łóżka i oboje wyszliśmy z pokoju.
Harry powędrował do kuchni, a ja jeszcze zajrzałam do swojego pokoju.
Na łóżku leżał mój telefon, spojrzałam na wyświetlacz, na którym widniał napis "3 połączenia nieodebrane". Jedno było od Sophie, a pozostałe dwa od Shannona.
Oddzwoniłam najpierw do Leto, ale i ten nie odbierał. Przez chwilę się zawahałam z pytaniem, czy zadzwonić do Sophie.
- No chodź tu! - usłyszałam wołanie Harrego z dołu.
- Idę, idę. - Wzięłam komórkę ze sobą i zbiegłam ze schodów, prosto do kuchni. - Tak w ogóle, to kiedy i na jak długo zaczynam swoją pracę? - zapytałam, kiedy już byłam obok niego.
- Możesz dzisiaj, chyba i tak nic nie robisz, prawda? A na jak długo... Nie wiem, nie dłużej niż miesiąc, chyba, że będziesz chciała zostać.
Nastawiłam wodę na kawę, wyjęłam dwie szklanki i wsypałam do nich po dwie łyżeczki kawy.
- Aktualnie wypadałoby kupić coś do chleba, wiesz? - stwierdził Harry, kiedy analizował wnętrze lodówki. Wyjął z niej żółty ser i masło. Zrobił sobie i mnie po jednej kromce.
- Wiem. Ale się wysiliłeś... - skomentowałam jego "porawę". - A co u Davida? - zmieniłam temat. - Nie widziałam go odkąd się wyprowadził. - Przyznałam. Co prawda raz dzwonił i pytał czy zostawił przy przeprowadzce ładowarkę do telefonu.
- Mówi, że dobrze mu się mieszka z Annie, ale widzę, że wolałby wrócić.
- O nie, wolę ciebie. Przynajmniej sprzątasz po sobie. - Ugryzłam kawałek kanapki i upiłam łyk kawy. - Pójdę się przebrać. - Odłożyłam kubek na blat i powędrowałam do swojego pokoju. Stanęłam przy szafie z wiecznym dylematem, w co się ubrać. Postawiłam na prostotę - czarna bokserka bez nadruku i - z racji, iż na dworze panował upał - krótkie, czerwone spodenki. Weszłam do łazienki i wykonałam wszystkie podstawowe poranne czynności. Nałożyłam delikatny makijaż i wyprostowałam włosy, co łącznie zajęło mi ponad pół godziny. Włożyłam telefon do kieszeni i pobiegłam do kuchni.
- To twój pierwszy dzień i już masz zamiar się spóźnić? - zagadnął Harry.
- Głupi jesteś. Ty też tam pracujesz, a wciąż tutaj siedzisz i na mnie czekasz. Czyli to logiczne, że ty też się spóźnisz. Ale ty jesteś szefem, więc zasadniczo możesz się spóźnić, a jako iż mieszkasz ze mną mam swego rodzaju taryfę ulgową. Tak czy inaczej jeśli się spóźnię, spóźnimy się razem, nawet mnie nie wyrzucisz, bo mnie potrzebujesz. - Uśmiechnęłam się.
- Nienawidzę twojego mózgu. - Stwierdził i zaczął zakładać buty.
- Zazdrościsz? - wsunęłam czarne trampki na stopy i chwyciłam klucze do mieszkania z blatu.
- Chciałabyś.

Shannon.

Kiedy wysiedliśmy z samolotu w Paryżu oczy same mi się kleiły. Miałem ochotę położyć się na środku lotniska i po prostu zasnąć. Oczywiście, jak zawsze nasza grupa nieco się rozsypała, więc mieliśmy swoją zasadę, że mamy dziesięć minut na kupienie jakiegoś jedzenia lub picia i spotykamy się przed tylnym wejściem, gdzie powinny czekać na nas nasze tourbusy. Spojrzałem na zegarek, na którym widniała godzina prawie siódma wieczorem. Pić mi się nie chciało, nie byłem głodny, więc po odebraniu bagaży od razu powędrowałem do tourbusa. Przemknąłem między jakimiś starszymi ludźmi i uniknąłem blasku fleszy. Na miejscu byłem pierwszy. Przywitałem się z Jeanem - naszym kierowcą - i wsiadłem do środka. Wyciągnąłem z kieszeni telefon i zająłem miejsce miejsce, w tak zwanym salonie. Był ciasny, jak to na autobus przystało. Na przeciwko drzwi był czarny narożnik, który otaczał całą północną "ścianę". Obok drzwi był zawieszony telewizor, a pod nim półka, na której znajdowały się przeróżne gdy wideo i filmy. Przy narożniku stał jeszcze stolik, ale on zwykle zawalony był butelkami, kablami, mikrofonami i kartkami, więc nie często widzieliśmy go w normalnym stanie.
Spojrzałem na wyświetlacz, na którym widniała informacja mówiąca, że Alyson próbowała do mnie zadzwonić dwie godziny temu. W samolocie nie miałem zasięgu, dzwoniłem wcześniej na przesiadce w Londynie, ale nie odbierała. No cóż, w LA była wtedy noc, więc się nie dziwiłem.
Przetarłem oczy, starając się nie zasnąć i wybrałem numer Alyson. Po kilku sygnałach odebrała.
- Hej Shanny. - Radośnie się przywitała. - Poczekaj chwilę. - W tle było słychać kilka cichnących głosów, aż wreszcie krótkie trzaśnięcie drzwiami i nikt inny, tylko Ruda. - Jestem.
- Cześć, Lyss. Co u ciebie?
- Dobrze, pomagam dziś Harremu w barze, i jutro... i pojutrze. A co u ciebie?
- Dopiero przylecieliśmy do Paryża. Jestem zmęczony, czekam na resztę ekipy,
- Nie rozumiem cię. Dlaczego nigdy po prostu nie położysz się spać?
- Obiecałem, że zadzwonię. - Powiedziałem, a w odpowiedzi usłyszałem ciężkie westchnięcie. - Założę się, że byłabyś zaniepokojona, gdybym tego nie zrobił. A jak tobie minęła noc?
- Zacznij dbać bardziej o siebie, a nie o mnie. - Uniknęła odpowiedzi.
- Dbam o siebie, ale ty też jesteś dla mnie ważna. Więc, czy się wyspałaś? - ponowiłem pytanie. Czułem w jej głosie, że coś było nie tak.
- Tak, wyspałam.
- Ale...?
- Co? - zapytała.
- Czuję, że jest jakieś ale. No dalej, mów. - Zachęcałem ją.
- Ja... - przez chwilę milczała. Kiedy chciałem zapytać czy wciąż tam jest, zaczęła mówić. - Miałam zły sen, Shanny.
O resztę nie musiałem pytać. Domyślałem się i cholernie żałowałem, że nie ma mnie teraz przy niej. Przegryzłem dolną wargę, zastanawiając się co powiedzieć. Do samochodu weszła Emma.
- Chciałbym być przy tobie, wiesz?
Nie czułem się komfortowo, kiedy to mówiłem. Jasne, mogę dzielić się swoimi wewnętrznymi przeżyciami z jedną osobą, chociaż nawet to nie przychodzi mi łatwo, ale nie lubię kiedy trzecia osoba słucha. Ufałem Emmie, to ona wiedziała o moim związku z Alyson, ale... Tak po prostu nie zwierzałem jej się zbyt często.
- Tak, wiem. Dobra, muszę kończyć. A ty idź spać - rozkazała.
- Taa, pójdę. Ledwo się trzymam. - Przetarłem oczy. - Kocham cię. - Wyznałem, a Emma w tym momencie popatrzyła na mnie z lekkim uśmiechem na twarzy. Zignorowałem to.
- Ja ciebie też. Dobranoc.
- Miłego dnia. - Parsknąłem śmiechem. Ja tutaj padam ze zmęczenia, mam zamiar położyć się spać, a Lyss po drugiej stronie oceanu właśnie rozpoczynała dzień. To było dziwne uczucie.
Po chwili rozłączyliśmy się. Zauważyłem, że Emma chciała coś powiedzieć, ale do busa wszedł Tomo, Jared i Vicki. Zamknęła szybko usta nie wydobywając z siebie żadnego dźwięku.
Wziąłem tylko torbę fotograficzną ze stołu i powędrowałem do jednego z tych małych, tourbusowych łóżek. W ciszy zasunąłem czerwoną firankę, która oddzielała mnie od "wejścia" i chwyciłem aparat. Zacząłem przeglądać zdjęcia, które zrobiłem Lyss jakiś miesiąc temu i te nowsze, o których prawdopodobnie nie miała pojęcia. Widziałem je już tysiąc razy, ale za każdym razem gdy je przeglądam, uśmiecham się.
Nie mam pojęcia dlaczego aż tak przywiązałem się do tej dziewczyny. Zabrzmi to banalnie, ale nigdy nie czułem czegoś tak silnego.
Często powtarzam sobie: Człowieku. Ona jest o prawie dwadzieścia lat młodsza. I znacie się krótko.
Ale wtedy myślę też sobie, do diabła z tym. Czy to naprawdę takie ważne? Często też zastanawiam się, czy to miłość. Powiedziałem jej, że ją kocham. Tak niespodziewanie, po prostu wyszło mi z ust.
Przeglądałem serię czarno-białych zdjęć z dnia kiedy pierwszy raz się pocałowaliśmy. Na telefonie, nawet na tapecie, miałem jej zdjęcie w łóżku z naszej pierwszej przygody. Była w bieliźnie, leżała na plecach. Rude włosy zwisały z krawędzi łóżka, a jej niebieskie, kocie oczy były skierowane na mnie. Kiedy robiłem zdjęcie leżałem po jej lewej stronie, prostopadle do niej. Prawą rękę miała lekko wyciągniętą ku górze, pamiętam, że wtedy poprawiała grzywkę.Pewnie Alyson już zapomniała o tym zdjęciu, ale ja uwielbiałem na nie patrzeć. Wtedy wszystko mi się przypomniało. Może to "niebezpiecznie" mieć to zdjęcie na tapecie, przecież w każdej chwili Jared może mi zabrać telefon, ale ja kochałem to zdjęcie. Zresztą nie złamie mojego kodu, który ja ledwo pamiętam.
Odłożyłem komórkę i aparat, położyłem się na brzuchu i wtuliłem w poduszkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz