Alyson.
Otworzyłam oczy i wtuliłam się mocniej w kołdrę, przez co od razu coś mi nie grało.
Uniosłam się na łokciach i rozejrzałam. Byłam w tym pokoju pierwszy raz, więc jak zgaduję pewnie jest to pokój Shannona. Był skromny. Granatowe ściany, jedno okno na prawo od łóżka, biurko, a na nim czarny laptop; na podłodze były panele, ale przy łóżku leżał biały dywan, że aż chciało się na nim stanąć. Nad posłaniem wisiał obraz, który przedstawiał jakąś uliczkę, którą rozświetlały tylko latarnie, a przy tym odbijały się w wodzie. Intrygujące. Naprzeciw, w rogu stała szafa z wmontowanym lustrem, a przy niej stojak na płyty.
Chciałam zrzucić z siebie kołdrę, jednak to łóżko było za wygodne, żeby z niego tak brutalnie wstawać. Westchnęłam. Rozejrzałam się za zegarkiem gdzieś na ścianie, ale nigdzie go nie było.
Dopiero teraz po mojej lewej stronie dostrzegłam szafkę nocną, a na niej mój telefon. Sięgnęłam po niego, w celu ogarnięcia, która jest godzina, jednak komórka była wyładowana.
No pięknie. David mnie zabije. O ile w ogóle zauważył, że nie ma mnie w domu.
Leniwie usiadłam na brzegu łóżka i ziewnęłam przeciągle. Wstałam i ruszyłam w stronę lustra.
Ogarnęłam trochę włosy i wyszłam z pokoju.
W salonie nikogo nie było, ale dźwięki dochodziły z kuchni. Wciąż zaspana podeszłam do drzwi i wpatrywałam się w tańczącego do rytmu piosenki w radiu, Jareda. Jednocześnie robił coś przy kuchence. Stłumiłam śmiech, kiedy pięknie zafałszował wers "Sometimes I get the feeling, she's watching over me" z piosenki My Chemical Romance "Welcome To The Black Parade".
Dopiero kiedy odwrócił się z patelnią, aby nałożyć jedzenie na talerz, zobaczył mnie i momentalnie zrobił się czerwony.
- Ile widziałaś? - przymrużył oczy.
- Wystarczająco - zaśmiałam się i usiadłam na krześle przy blacie. - Jak na wokalistę to z rana dosyć kiepsko śpiewasz.
- Oj tam, bo nie miałem rozśpiewki, no i w planach nie miałem też, że będziesz mnie słuchać. Przyłożyłbym się wtedy do tego - dotknął dłonią piersi.
- Nikt nie może zaśpiewać tego lepiej od Gerarda - wystawiłam mu język. - Gdzie Shann?
- Twój kochaś zaraz przyjdzie. - Chamsko się uśmiechnął. - Do sklepu poszedł - dodał po chwili.
Skarciłam go wzrokiem.
- Nie nazywaj go tak - zaśmiałam się.
- No co? Nieprawda? Był wczoraj taki opiekuńczy, słodziutki... - reszty nie dokończył, bo do pomieszczenia wszedł owy Shannon.
Przywitał się ze mną i położył dwie siatki z zakupami na stole.
- Wyspałaś się? - zapytał, kiedy się ogarnął i usiadł na krześle obok.
- Oficjalnie ogłaszam, że masz najwygodniejsze łóżko na świecie - uśmiechnęłam się, zdziwiona że to powiedziałam.
- Nie leżałaś w moim... - mruknął Jared, przeglądając gazetę. - Czy wiedziałaś, że to była najnormalniejsza i najdłuższa nasza rozmowa? - zmarszczył brwi.
- Nie wiem, czy była taka normalna - skomentowałam i zignorowałam wcześniejszą uwagę.
- No przynajmniej jesteś wyjątkowo miła... i jeszcze mnie nie wyzwałaś, a to już coś - poprawił się.
- Pff - parsknęłam. - Może dlatego, że dzień dobrze mi się rozpoczął - odruchowo spojrzałam na Shannona i się uśmiechnęłam, a ten odwzajemnił gest. - Tak w ogóle, to która godzina?
- Coś koło jedenastej - Shann sięgnął po telefon, aby się upewnić. - Za dwadzieścia.
Ciężko westchnęłam.
- Wypadałoby kiedyś wrócić do domu... - podrapałam się po karku.
- Nigdzie nie pójdziesz bez śniadania - przypilnował mnie Zwierzak i podsunął talerz z trzema racuchami.
- Właśnie. Śniadania, które ja zrobiłem, więc masz zjeść przynajmniej te trzy - rozkazał.
Jęknęłam i od niechcenia chwyciłam widelec. Nie byłam ani trochę głodna.
- Ale ja...
- Żadnych "ale". - Przerwał mi Shann.
Zmrużyłam oczy, a ten chytrze się uśmiechnął.
Ukroiłam kawałek i włożyłam do ust.
***
Napełniona wyszłam z domu braci Leto, oczywiście w towarzystwie tego starszego.
Nawet nie byłam uczesana, o higienie nie mówiąc. Tylko ogarnęłam ten busz na głowie, palcami dłoni. I tak wiatr ponownie mi je poplątał. Ochłodziło się ostatnimi dniami, przez co zgarnęłam kolejną bluzę Shanna.
- To zadzwonię jeszcze, jak będę wolny, czy coś... - zagadnął kiedy byliśmy przy drzwiach mojego mieszkania.
- Jasne - wygięłam usta w uśmiechu i oddałam mu bluzę. - Tylko nie wiem, czy będę dzisiaj miała czas. Muszę się wreszcie zająć montowaniem tego całego materiału.
- Spoko, to do zobaczenia, być może dzisiaj - nieśmiało mnie przytulił i pomachał na odchodne.
Westchnęłam i wyciągnęłam klucze. Weszłam do środka po czym niemal pobiegłam do lustra. Nie było aż tak źle jak myślałam. Chwyciłam szczotkę do włosów i przejechałam nią po nich.
- Proszę, proszę. O której to się do domu wraca? - w odbiciu zauważyłam Davida opierającego się o kanapę za mną.
O Boże, znowu... Przemilczałam to i związałam włosy w niechlujny kok.
- Milczysz. Ukrywasz coś?
- Nie, po prostu nie muszę ci się tłumaczyć.
- Ej, muszę wiedzieć z kim się spotykasz i z kim sypiasz, nie? - ciężko westchnęłam i podeszłam do niego.
- Nie, nie musisz tego wiedzieć. Ja w przeciwieństwie do kogoś nie jestem w ciąży, a Shann nie jest jakimś dzieciorobem czy seksoholikiem - przymrużyłam oczy.
- A skąd wiesz, że mówię akurat o nim? - cwanie się uśmiechnął ignorując moją uwagę - Czyli coś w tym jest - założył ręce na piersi.
Wywróciłam oczami i usiadłam na kanapie włączając telewizor. Miałam nadzieję, że odpuści jednak ten usiadł obok.
- Wiesz... Kiedy kobieta i mężczyzna zostają sami w pokoju... - zaczął.
- Och błagam! - przerwałam mu. - Informacje dotyczące seksu udziela mi mój starszy brat, który zapłodnił swoją dziewczynę i prawdopodobnie nie ma pojęcia co to prezerwatywy.
- Dobra, już daję ci spokój... - uniósł ręce dając mi do zrozumienia, że się poddaje.
Spotkania z Shannonem stawały się rutyną i widzieliśmy się niemal codziennie. Chociaż to i tak mało czasu, te trzy dni przed ich wyjazdem... Ale zdążyłam w ciągu tych dni zaliczyć dwa koncerty Linkin Park, no i rozmawiałam z członkami Paramore. Niesamowite przeżycia.
Ostatniego dnia, podczas spaceru po parku, starszy Leto wyskoczył z dziwną propozycją.
- Słuchaj, nie mamy żadnych wspólnych zdjęć. - Nieśmiało się uśmiechnął. Już wiedziałam, że coś mu świta w głowie.
- Jak to nie? A te z gazet? - przypomniałam. O tak, one były wszędzie.
- Oj tam. To się nie liczy - wyszedł na przeciwko mnie i chwycił moją dłoń. - Chodź do mnie. Będziesz moją "modelką" - uroczo wygiął usta w uśmiechu i zrobił gest cudzysłowia.
- Słucham? Nie... - Że niby ja? Modelką?
- Nikt nie zobaczy tych zdjęć... Błagam. Ze wszystkich, których tutaj poznałem, nie mam tylko twoich zdjęć. I jak ja niby będę wspominał sobie potem? Hmm?
Zaśmiałam. Przypomniało mi się, kiedy to ciekawa jego osoby sprawdzałam braci Leto w internecie. Fotograf... Może być miło.
- Dobra - westchnęłam. - Prowadź.
Otworzyłam oczy i wtuliłam się mocniej w kołdrę, przez co od razu coś mi nie grało.
Uniosłam się na łokciach i rozejrzałam. Byłam w tym pokoju pierwszy raz, więc jak zgaduję pewnie jest to pokój Shannona. Był skromny. Granatowe ściany, jedno okno na prawo od łóżka, biurko, a na nim czarny laptop; na podłodze były panele, ale przy łóżku leżał biały dywan, że aż chciało się na nim stanąć. Nad posłaniem wisiał obraz, który przedstawiał jakąś uliczkę, którą rozświetlały tylko latarnie, a przy tym odbijały się w wodzie. Intrygujące. Naprzeciw, w rogu stała szafa z wmontowanym lustrem, a przy niej stojak na płyty.
Chciałam zrzucić z siebie kołdrę, jednak to łóżko było za wygodne, żeby z niego tak brutalnie wstawać. Westchnęłam. Rozejrzałam się za zegarkiem gdzieś na ścianie, ale nigdzie go nie było.
Dopiero teraz po mojej lewej stronie dostrzegłam szafkę nocną, a na niej mój telefon. Sięgnęłam po niego, w celu ogarnięcia, która jest godzina, jednak komórka była wyładowana.
No pięknie. David mnie zabije. O ile w ogóle zauważył, że nie ma mnie w domu.
Leniwie usiadłam na brzegu łóżka i ziewnęłam przeciągle. Wstałam i ruszyłam w stronę lustra.
Ogarnęłam trochę włosy i wyszłam z pokoju.
W salonie nikogo nie było, ale dźwięki dochodziły z kuchni. Wciąż zaspana podeszłam do drzwi i wpatrywałam się w tańczącego do rytmu piosenki w radiu, Jareda. Jednocześnie robił coś przy kuchence. Stłumiłam śmiech, kiedy pięknie zafałszował wers "Sometimes I get the feeling, she's watching over me" z piosenki My Chemical Romance "Welcome To The Black Parade".
Dopiero kiedy odwrócił się z patelnią, aby nałożyć jedzenie na talerz, zobaczył mnie i momentalnie zrobił się czerwony.
- Ile widziałaś? - przymrużył oczy.
- Wystarczająco - zaśmiałam się i usiadłam na krześle przy blacie. - Jak na wokalistę to z rana dosyć kiepsko śpiewasz.
- Oj tam, bo nie miałem rozśpiewki, no i w planach nie miałem też, że będziesz mnie słuchać. Przyłożyłbym się wtedy do tego - dotknął dłonią piersi.
- Nikt nie może zaśpiewać tego lepiej od Gerarda - wystawiłam mu język. - Gdzie Shann?
- Twój kochaś zaraz przyjdzie. - Chamsko się uśmiechnął. - Do sklepu poszedł - dodał po chwili.
Skarciłam go wzrokiem.
- Nie nazywaj go tak - zaśmiałam się.
- No co? Nieprawda? Był wczoraj taki opiekuńczy, słodziutki... - reszty nie dokończył, bo do pomieszczenia wszedł owy Shannon.
Przywitał się ze mną i położył dwie siatki z zakupami na stole.
- Wyspałaś się? - zapytał, kiedy się ogarnął i usiadł na krześle obok.
- Oficjalnie ogłaszam, że masz najwygodniejsze łóżko na świecie - uśmiechnęłam się, zdziwiona że to powiedziałam.
- Nie leżałaś w moim... - mruknął Jared, przeglądając gazetę. - Czy wiedziałaś, że to była najnormalniejsza i najdłuższa nasza rozmowa? - zmarszczył brwi.
- Nie wiem, czy była taka normalna - skomentowałam i zignorowałam wcześniejszą uwagę.
- No przynajmniej jesteś wyjątkowo miła... i jeszcze mnie nie wyzwałaś, a to już coś - poprawił się.
- Pff - parsknęłam. - Może dlatego, że dzień dobrze mi się rozpoczął - odruchowo spojrzałam na Shannona i się uśmiechnęłam, a ten odwzajemnił gest. - Tak w ogóle, to która godzina?
- Coś koło jedenastej - Shann sięgnął po telefon, aby się upewnić. - Za dwadzieścia.
Ciężko westchnęłam.
- Wypadałoby kiedyś wrócić do domu... - podrapałam się po karku.
- Nigdzie nie pójdziesz bez śniadania - przypilnował mnie Zwierzak i podsunął talerz z trzema racuchami.
- Właśnie. Śniadania, które ja zrobiłem, więc masz zjeść przynajmniej te trzy - rozkazał.
Jęknęłam i od niechcenia chwyciłam widelec. Nie byłam ani trochę głodna.
- Ale ja...
- Żadnych "ale". - Przerwał mi Shann.
Zmrużyłam oczy, a ten chytrze się uśmiechnął.
Ukroiłam kawałek i włożyłam do ust.
***
Napełniona wyszłam z domu braci Leto, oczywiście w towarzystwie tego starszego.
Nawet nie byłam uczesana, o higienie nie mówiąc. Tylko ogarnęłam ten busz na głowie, palcami dłoni. I tak wiatr ponownie mi je poplątał. Ochłodziło się ostatnimi dniami, przez co zgarnęłam kolejną bluzę Shanna.
- To zadzwonię jeszcze, jak będę wolny, czy coś... - zagadnął kiedy byliśmy przy drzwiach mojego mieszkania.
- Jasne - wygięłam usta w uśmiechu i oddałam mu bluzę. - Tylko nie wiem, czy będę dzisiaj miała czas. Muszę się wreszcie zająć montowaniem tego całego materiału.
- Spoko, to do zobaczenia, być może dzisiaj - nieśmiało mnie przytulił i pomachał na odchodne.
Westchnęłam i wyciągnęłam klucze. Weszłam do środka po czym niemal pobiegłam do lustra. Nie było aż tak źle jak myślałam. Chwyciłam szczotkę do włosów i przejechałam nią po nich.
- Proszę, proszę. O której to się do domu wraca? - w odbiciu zauważyłam Davida opierającego się o kanapę za mną.
O Boże, znowu... Przemilczałam to i związałam włosy w niechlujny kok.
- Milczysz. Ukrywasz coś?
- Nie, po prostu nie muszę ci się tłumaczyć.
- Ej, muszę wiedzieć z kim się spotykasz i z kim sypiasz, nie? - ciężko westchnęłam i podeszłam do niego.
- Nie, nie musisz tego wiedzieć. Ja w przeciwieństwie do kogoś nie jestem w ciąży, a Shann nie jest jakimś dzieciorobem czy seksoholikiem - przymrużyłam oczy.
- A skąd wiesz, że mówię akurat o nim? - cwanie się uśmiechnął ignorując moją uwagę - Czyli coś w tym jest - założył ręce na piersi.
Wywróciłam oczami i usiadłam na kanapie włączając telewizor. Miałam nadzieję, że odpuści jednak ten usiadł obok.
- Wiesz... Kiedy kobieta i mężczyzna zostają sami w pokoju... - zaczął.
- Och błagam! - przerwałam mu. - Informacje dotyczące seksu udziela mi mój starszy brat, który zapłodnił swoją dziewczynę i prawdopodobnie nie ma pojęcia co to prezerwatywy.
- Dobra, już daję ci spokój... - uniósł ręce dając mi do zrozumienia, że się poddaje.
Spotkania z Shannonem stawały się rutyną i widzieliśmy się niemal codziennie. Chociaż to i tak mało czasu, te trzy dni przed ich wyjazdem... Ale zdążyłam w ciągu tych dni zaliczyć dwa koncerty Linkin Park, no i rozmawiałam z członkami Paramore. Niesamowite przeżycia.
Ostatniego dnia, podczas spaceru po parku, starszy Leto wyskoczył z dziwną propozycją.
- Słuchaj, nie mamy żadnych wspólnych zdjęć. - Nieśmiało się uśmiechnął. Już wiedziałam, że coś mu świta w głowie.
- Jak to nie? A te z gazet? - przypomniałam. O tak, one były wszędzie.
- Oj tam. To się nie liczy - wyszedł na przeciwko mnie i chwycił moją dłoń. - Chodź do mnie. Będziesz moją "modelką" - uroczo wygiął usta w uśmiechu i zrobił gest cudzysłowia.
- Słucham? Nie... - Że niby ja? Modelką?
- Nikt nie zobaczy tych zdjęć... Błagam. Ze wszystkich, których tutaj poznałem, nie mam tylko twoich zdjęć. I jak ja niby będę wspominał sobie potem? Hmm?
Zaśmiałam. Przypomniało mi się, kiedy to ciekawa jego osoby sprawdzałam braci Leto w internecie. Fotograf... Może być miło.
- Dobra - westchnęłam. - Prowadź.
***
Siedziałam na fotelu, w jego salonie, a ten naprzeciw mnie na kanapie.
Nie pozowałam czy coś, po prostu rozmawialiśmy, a Shann tymczasem pstrykał mi zdjęcia lustrzanką. W sumie to nawet dobrze, bo przynajmniej nie wychodziłam aż tak sztucznie.
Rozmawialiśmy o życiu, o tematach, o których wcześniej nigdy nie mówiliśmy.
Shann podszedł bliżej i usiadł mi na oparciu fotela.
- Co będziesz robić po skończeniu studiów? - zapytał i znów zrobił zdjęcie.
Wzruszyłam ramionami.
- Nie mam pojęcia. Może będę wykładać chemię w jakimś supermarkecie - zaśmiałam się i w tym momencie zostałam obsypana kolejną porcją zdjęć.
- Przepraszam, jesteś piękna kiedy się uśmiechasz. Nie mogłem opuścić takiej okazji - poczułam jak się lekko rumienię. - Ale dlaczego? Sądzisz, że nie mogłabyś się wybić? - wrócił do tematu.
- Nawet nie wiem czy ukończę studia... znaczy... Nie wiem, czy moja praca będzie na tyle dobra.
- Będzie niesamowita, obiecuję - delikatnie się uśmiechnął. Nie mogłam uwierzyć, że już dziś wyjeżdżają. Zerknął na godzinę w telefonie i się skrzywił. - Za jakąś godzinę powinniśmy ruszać.
- Więc będę już wychodzić - powoli wstałam.
Shannon głośno westchnął.
Podszedł do krzesła przy stole, na którym wisiała moja kurtka i pomógł mi ją założyć.
Kiedy wkładałam w rękaw drugą rękę obróciłam się do niego przodem, co było błędem.
Chociaż może nie aż takim wielkim. Byliśmy tak blisko siebie. Nie pierwszy raz odkąd go znałam, ale wiedziałam, że długo nie będę go widziała. Trzy centymetry dzieliły moje wargi od jego. Jak na złość. Shannon odwrócił głowę kiedy usłyszał jak ktoś przekręca klucz w zamku.
Kilka razy wcześniej były takie chwile, gdy mieliśmy się pocałować. Jednak te okazje były już zmarnowane, a nie miałam zamiaru tego samego robić z tą. Nie ma mowy.
Zwierzak spojrzał mi w oczy i chciał coś powiedzieć, ale zamknęłam jego usta swoimi.
Wreszcie posmakowałam tych pełnych, malinowych warg, które codziennie tak kusiły.
Shannon.
Dzięki Bogu. Gdyby ona tego nie zrobiła, przysięgam, zrobiłbym to ja. Serce biło mi jak oszalałe. Zawiesiła ręce na mojej szyi, a ja rozchyliłem jej wargi językiem. Tak długo na to czekałem. Szkoda, że dopiero dzisiaj.
Kiedy drzwi trzasnęły, Alyson oderwała się ode mnie i jak gdyby nigdy nic, założyła na ramię torbę. Na jej twarzy widziałem przebłysk zadowolenia i szeroki uśmiech. Na mojej natomiast malowało się zdziwienie. Pożądanie.
Oblizałem wargi, a do salonu wszedł Jared.
- Cześć gołąbeczki. - Radośnie się przywitał. Sam miałem ochotę ze szczęścia trochę poskakać i pośpiewać. Jednak trzeba utrzymywać jakieś pozory normalności.
- Ee... Odprowadzę cię - zwróciłem się do Rudej wciąż w lekkim szoku. Zdjąłem z wieszaka kurtkę i założyłem ją na plecy.
- To już idziesz? Nawet się nie pożegnasz? - Jared udał naburmuszonego. Dziewczyna podeszła do niego i przytuliła się z nim. Pierwszy raz widziałem tą dwójkę tak blisko. I wciąż się nie wyzywali, wciąż żyli. - Będę tęsknić, Aniele - uśmiechnął się.
- Ej! Miałeś tak na mnie nie mówić! - zwróciła mu uwagę.
- Tak mi się przypomniał nasz pierwszy dzień... Byłaś wtedy taka wredna... - przerwał, kiedy Alyson uderzyła go pięścią w ramię - znaczy wciąż jesteś, ale w mniejszym stopniu. - Znów ją przytulił. - Będziesz za mną tęsknić? - zapytał głosem pięciolatka. Mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Nie - odparła parskając śmiechem.
- Och, wiem, że będziesz - uścisnął ją mocniej i puścił. - Dobra, idźcie. Ale nie trzymaj za długo Shannusia, bo musimy zdążyć jeszcze do mamy pojechać.
- Postaram się - zasalutowała i wyszliśmy z domu.
Po tym co się wydarzyło minutę temu, nie miałem najmniejszej ochoty wyjeżdżać.
Głośno westchnąłem i założyłem kaptur na głowę.
Było już ciemno; szliśmy wąską ścieżką, nasze dłonie co kilka chwil ocierały się o siebie.
Dobra Shann. Czas przejąć inicjatywę.
Chwyciłem ją za rękę i przyciągnąłem nieco bliżej siebie. Spojrzała na mnie i prawie niezauważalnie się uśmiechnęła. Oparła się głową o moje ramię.
- Nie chcę żebyście jechali. - Zaczęła smutnym tonem.
- Ja też nie chcę jechać, ale muszę. Zresztą wrócimy za dwa tygodnie, na kilka dni.
- Nie męczy cię takie koczownicze życie?
Taa, dobre pytanie.
- Trochę. Znaczy... - zaciąłem się - muszę się szybko rozstawać z ludźmi, z którymi się zaprzyjaźniłem, albo których nawet nie zdążyłem dobrze poznać.
- Shannon, właśnie minęliśmy zakręt do mojego domu - zwróciła mi uwagę.
- Serio? - obejrzałem się. Rzeczywiście. Oboje się krótko zaśmialiśmy i zawróciliśmy.
Kiedy podeszliśmy pod jej mieszkanie, ogarnął mnie żal. Kurde, nie chciałem jej zostawiać.
- A więc, to już? Teraz rozejdziemy się w różne strony i więcej się nie zobaczymy?
- Słucham? - zdziwiłem się. - Jak to? Przecież będziemy w kontakcie, niedługo wracamy znowu do Los Angeles...
- Obiecujesz że o mnie nie zapomnisz?
- Ej, nie mógłbym. Obiecuję - przytuliłem ją, a kiedy się od siebie oderwaliśmy ona oparła się o drewnianą kolumnę na ganku. - Będziesz tęsknić, co? - uśmiechnąłem się złośliwie.
- Jasne że tak. A ty za mną? - przekomarzaliśmy się jak małe dzieci.
Podszedłem bliżej niej, sprawiając, że nasze twarze znalazły się zaledwie kilka centymetrów od siebie. Czuliśmy nasze wzajemne ciepło.
- Oczywiście. Szczególnie po tym co się stało chwilę wcześniej, zanim Jared wszedł... Żałujesz? - wyszeptałem zmniejszając odległość.
- Szczerze, to nie. - Spojrzała mi w oczy.
- Chciałabyś to powtórzyć? - niemrawo się uśmiechnąłem. Boże, jak ja jej teraz pragnąłem.
- Teraz twoja kolej - wymruczała zachęcająco i przegryzła wargę.
Ująłem jej twarz w dłonie i przyciągnąłem do siebie. Nasze usta złączyły się w bardziej namiętnym i o wiele dłuższym, pocałunku niż wcześniej. Pochłonęła mnie rozkosz i przeszły mnie dreszcze.
Nie, nie wyjadę. Nie po tym. Delikatnie błądziła rękoma po moich plecach, a ja przeniosłem swoje dłonie na jej talię. Kiedy oderwaliśmy się od siebie oboje szeroko się uśmiechnęliśmy. Oblizała wargi i wtuliła się we mnie. Wydawało mi się, że czekałem na ten pocałunek całą wieczność.
- A więc do zobaczenia za dwa tygodnie? - wciąż do mnie przytulona powiedziała smutnym tonem.
- Jasne młoda. - Kojąco pogłaskałem ją między łopatkami. - Będziemy w kontakcie. - Jeszcze długo się żegnaliśmy, a po kilku minutach zniknęła za drzwiami swojego mieszkania.
Alyson.
Oparłam głowę o drzwi i analizowałam to co się przed chwilą stało.
Słyszałam jakieś śmiechy i głosy, ale kompletnie się tym nie przejmowałam.
Teraz w głowie miałam tylko jedno słowo, albo raczej imię.
Shannon.
A co, teraz mogę się wyszaleć. Zaczęłam skakać i wyginać się w różne strony jak jakaś zakochana nastolatka. Mało brakowało a bym pisnęła.
- Ty się dobrze czujesz? - na ziemię sprowadził mnie głos brata. Dopiero teraz spostrzegłam, że nie jest sam. W salonie siedzieli jego koledzy wliczając w to Harrego, który śmiał się ze mnie cały czas.
- Tak, wspaniale. - Podrapałam się po głowie. Zgaduję, że moja twarz przybrała takiego samego koloru co włosy.
Rozejrzałam się po pokoju. Było tam pięciu facetów, żadnej kobiety. Wszyscy się ze mnie śmiali. Wszyscy. A Harry już chyba umierał.
- Jesteś pewna? Bo wiesz... To chyba nie jest normalne zachowanie...
- Czy ona kiedykolwiek się normalnie zachowywała? - wtrącił Harry. Wystawiłam mu język i nie zwracając uwagi na resztę, schowałam się w moim pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz