Statystyka

8.08.2012

o. Chapter 36 - Powiesz co planujesz wobec mojej kuzynki?

Zebrali się później w kuchni i rozmawiali o mnie. Czułem się nieswojo. Z mojego czoła poleciała kropelka potu.
- Podać ci chusteczki? - uśmiechnął się Drugi Ja machając paczką chusteczek. Stał przy oknie i opierał się ramieniem o ścianę.
Zacisnąłem zęby i starałem się skupić na tym co mówią. Zjawa podeszła do mnie i wytarła mi czoło z troską.
- Zostaw mnie. - Warknąłem, a towarzystwo spojrzało na mnie ze zdziwieniem. Obejrzałem się za siebie, ale J2 (tak nazwałem drugiego mnie) nie było. Spostrzegłem iż w dłoni trzymałem chusteczkę. Przełknąłem głośno ślinę i przetarłem oczy. - Czy możemy już jechać? Niedługo mamy samolot...
- Jeśli ochroniarze zauważą, że jest naćpany...
- Nie jestem! - przerwałem Tomo. - Możemy już iść?! Nawet jeśli, to im zapłacimy i po sprawie!
- I po sprawie? Czy ty siebie słyszysz? Jared, zawrzyjmy umowę. - Emma usiadła obok mnie. - Jeszcze raz weźmiesz, przerywamy trasę, idziesz na odwyk. I koniec. Nawet nie będę próbować bronić cię przed mediami. Zgoda? Weźmiesz i zaszkodzisz sobie jeszcze bardziej.
- Zgoda... - mruknąłem.
- Kłamczuszek. - Usłyszałem szept swojego głosu, na co gwałtownie się odwróciłem. J2 stał tuż za mną, ale po chwili zniknął.
- Gdzie Shannon? - zagadnąłem, aby oderwać ich uwagę od mojego dziwnego zachowania.

Alyson.

Weszłam do domu, zdjęłam z nóg buty tym samym sprawiając sobie wielką ulgę. Byłam wykończona. W salonie panował półmrok, a już przy wejściu leżały książki. Na kanapie siedział Harry. Włosy miał w nieładzie, a na stole stały puste jak i pełne butelki napojów energetycznych.
- "Podstawy medycyny"? - podniosłam i przeczytałam tytuł jednej z wielu książek. - Czyżby Harry Whaterfeld zaczął spełniać swoje marzenie? - uśmiechnęłam się. Harry zawsze chciał być chirurgiem.
- Taa. Coś mnie wzięło tak nagle i oto jestem. Poszedłem do biblioteki i mam książki. - Rozejrzał się.
- Całkiem sporo książek. Myślałam że limit to dziesięć?
- Bibliotekarka mnie lubi. - Zaśmiał się.
- Idę spać. Lepiej też idź, bo wyglądasz okropnie, chłopcze. - Mruknęłam.
- Nie, nie! Proszę. Spędziłem kilka...naście godzin czytając to wszystko. Potrzebuję towarzystwa.
Spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem zbitego psa. Zaklęłam pod nosem.
- Wezmę tylko prysznic. - Wywróciłam oczami i powędrowałam schodami w górę.
Weszłam do pokoju i przeczesałam palcami włosy. To był długi dzień. Bardzo długi, ale przyjemny. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej męską koszulkę z Ciasteczkowym Potworem. Weszłam do łazienki, rozebrałam się i usłyszałam dzwonek telefonu, który był w pokoju.
- Cholera. - Zaklęłam i owinęłam się ręcznikiem. Na palcach podbiegłam do biurka, gdzie znajdowała się komórka. Spojrzałam na wyświetlacz, a na nim widniał napis "Shanny". Zdziwiłam się, ale odebrałam.
- Hej, coś się stało? - zapytałam na wstępie.
- Nie, po prostu... Spałaś? Przepraszam, jeśli cię obudziłem...
- Nie, nie spałam. - Przerwałam mu. - Miałam iść pod prysznic.
- Dzwonię bo zwykle rozmowa z tobą mnie uspokaja, a kiedy rozmawiam, czy nawet patrzę, na Jareda, zalewa mnie krew. - Westchnął ciężko.
- Jeśli chodzi o wtedy, to nie chcę, żeby między wami się popsuło przeze mnie. - Przegryzłam dolną wargę i wpatrywałam się w otwarte drzwi. Podeszłam i je zamknęłam. Naprawdę tylko mi brakuje tłumaczenia się przed Harrym.
- Nie chodzi o "wtedy". Nie tylko o to, zresztą zasłużył sobie. Wróciłem do domu i zastałem go na kanapie kompletnie naćpanego. Nie chcę powtórki sprzed kilku lat, wtedy było naprawdę ciężko. Teraz Emma stara mu się przemówić do rozsądku. Mam nadzieję, że jej się udało.
- Też mam taką nadzieję. - Dodałam pocieszająco. - Nie jest chyba aż taki głupi, żeby wszystko zniszczyć przez narkotyki.
- Nie wiem, mam wątpliwości co do tego. - Parsknął krótko śmiechem.
- Przestań, będzie dobrze.
- Poczekaj chwilkę. - Mruknął.
Usłyszałam tylko stłumiony ciąg słów, których i tak nie mogłam zrozumieć i trzask, najprawdopodobniej drzwi od samochodu.
- Już jestem. - Oznajmił. - Właściwie to muszę już iść. Emma mówi ci "cześć". - Prawie widziałam jak wywraca oczami z irytacją, co mnie trochę rozbawiło.
Pożegnaliśmy się i rozłączyłam się. Nie jestem jedną z tych, która przez kilka godzin potrafi powtarzać:
- Nie, ty się rozłącz pierwszy.
Przy tym chichocząc jak idiotka. Nie, to nie jestem ja.
Weszłam wreszcie do kabiny prysznica, a moje ciało zalał orzeźwiający strumień zimniej wody.

Shannon.

Siedziałem w aucie z Tomo, Emmą i Timem, który prowadził. Jared jechał osobnym samochodem z Vicki i resztą. Nie wytrzymałbym z nim w jednym, tak ciasnym aucie.
- Naprawdę ją lubisz. - Stwierdził sucho Tomo, kiedy przestałem rozmawiać z Lyss.
- Taa... - Mruknąłem. Milicevic nie wiedział o niczym. Emma potrafiła dotrzymać tajemnicy.
- Właśnie, Shann. Powiesz co planujesz wobec mojej kuzynki? - Tim spojrzał w lusterko, aby nawiązać ze mną kontakt wzrokowy.
- Ja... Nie wiem. Nie będę z wami o tym rozmawiał. - Doskonale wiedziałem, ale chciałem ominąć jakoś temat.
- Przyjdziesz z nią na mój ślub? - zapytał Tomo, niezbyt tym zadowolony.
- Tak, taki mam plan.
- Ale pomyśl o tym. Jeśli nie wiesz, czy to coś poważnego to może lepiej przyjdź sam. Nie chcę później wspominać z tobą mojego wielkiego dnia i mówić "Och, byłeś wtedy z tą laską... jak jej tam?", a ty odpowiesz "Chyba Amanda. Stracony czas, suka z niej".
- Nie mów tak. - Odwróciłem głowę i zerknąłem przez okno.
- Chodzi mi o to, żebyś się zastanowił. Nie marnuj czasu, pomyśl o przyszłości. Albo może mógłbyś pójść z Agnes? Jesteś moim drużbą, ona jest druhną Vicki...
- Agnes będzie? - przerwałem mu.
- Tak, to przyjaciółka Vicki. No więc zastanów się jeszcze raz.
- Tomo, przestań. Alyson to coś poważnego, Agnes to zamknięty rozdział i przestań mnie próbować z nią znów wiązać. Nie rozstaliśmy się w dobrych okolicznościach, a teraz jestem zakochany. Nigdy nie czułem niczego do Agnes. Rozumiesz? Czy mam powtórzyć? - nieco podniosłem głos, ale już nie panowałem nad słowami, które wychodziły z moich ust.
- Czekaj. Powtórz to przed "nigdy nie czułem czegoś do Agnes". - Wtrącił Tim.
Cholera. Nigdy nie lubiłem, nawet nie potrafiłem rozmawiać otwarcie o moich uczuciach. Jestem facetem!
- A pieprzcie się. - Odparłem i milczałem. Jasne, mogłem to powtórzyć. Potrafię to zrobić, patrząc ukochanej w oczy, ale przy tylu ludziach jest to trudniejsze. Bynajmniej dla mnie. Szczególnie, że o naszym związku wiedziała tutaj tylko Emma i chciałem aby tak zostało.
Po kilku minutach dojechaliśmy na LAX, skąd było już słychać startujące samoloty. Nigdy nie lubiłem tego hałasu.

Alyson

Leżałam na kanapie z mokrymi włosami i wielką chęcią do spania, ale Harry mi na to nie pozwalał.
- Wiesz coś może o Sophie i Jaredzie? - zapytałam Harrego, ponieważ dopóki mówiłam, nie mogłam zasnąć.
- A co miałbym wiedzieć? Sophie mnie nawet nie lubi, czemu miałaby rozmawiać ze mną o swoich związkach?
- Nie wiem. Po prostu widziałam coś kilka godzin temu i zastanawiam się nad tym. - Przypomniałam sobie obraz ich całujących się. Co prawda nie widziałam tego, ale potrafiłam sobie wyobrazić. - Harry. Ja chcę spać. - Zaczęłam marudzić. - Też spróbuj, może ci się uda.
Wstałam i ziewnęłam głośno.
- Ale ja nie mogę zasnąć! Wypiłem już dwie butelki tego energetyzującego czegoś.
- To się chociaż połóż. Dobranoc. - Pożegnałam się i powędrowałam leniwie do swojego pokoju.
Ponownie ziewnęłam i opadłam na łóżko. Zakryłam się po samą szyję ciepłą kołdrą i wtuliłam się w poduszki. Nareszcie mogłam poczuć moje łóżko.
Pot. Dużo potu. Nieświeży oddech. Łzy.
Ból. Zimna ręka na ciele dziewczyny.
Walka, ale bez skutku.
Wzywanie o pomoc, która nie przychodzi.

Obudziłam się z mokrym czołem od potu i policzkami od łez. Otarłam je i dopiero teraz do mnie to dotarło. Zostałam prawie zgwałcona. Nie miałam tych typowych "objaw" jak u osób zgwałconych. Nie bałam się dotyku wszystkich ludzi - tylko Jareda. Nie chciałam być samotna, wręcz przeciwnie - wolałam być okrążona ludźmi, byle tymi ludźmi nie był Jared. Poprawiłam się do pozycji siedzącej, podciągnęłam kolana pod brodę. I tak po prostu siedziałam wpatrując się w okno. Mój sen to niedokładna rekonstrukcja. Nie mam telefonu w dłoni, na koniec nie przychodzi Shannon. Jared jest niepowstrzymany.
Pomyślałam, że może Harry jeszcze nie śpi. Zerknęłam na ekran telefonu, którego światło na chwilę mnie oślepiło. Była godzina druga w nocy, czyli spałam niecałą godzinę.
Wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju, zmierzając do pokoju Harrego. Nieśmiało zapukałam w drzwi i usłyszałam ciche mruknięcie.
- Śpisz? - zapytałam szeptem.
- Staram się.
- Mogę się przyłączyć? - zaśmiałam się krótko, kiedy zdałam sobie sprawę jak głupio to zabrzmiało.
- Jasne. - Przesunął się ze środka łóżka na jeden bok. - Tylko nie wiem czy pamiętasz, ale masz chłopaka. - Nawet kiedy był zmęczony, potrafił być irytujący. Położyłam się obok niego.
- Pamiętam, ale mój chłopak jest teraz w drodze do Paryża, a ja miałam zły sen, więc się zamknij i daj się przytulić.
- Opowiesz mi o tym śnie?
- Nie. - Po części dlatego, że to wspomnienie. - Może kiedyś.
Wtuliłam się w niego, a ten objął mnie ramieniem.
- Może to zabrzmi dziwnie, ale lubię z tobą spać. - Zaśmiał się.
- Tak, to zabrzmiało dziwnie. Ale ja z tobą też. Fajnie przytulasz.

Jared.

Shannon siedział w samolocie obok mnie, ale się nie odzywał. Wcześniej na lotnisku poszedłem do toalety i spojrzałem dziś pierwszy raz w lustro. Wyglądałem okropnie. Oczy były podkrążone, na prawym policzku, a raczej prawej strony szczęki, był niewielki, fioletowy siniak. Kiedy Tomo zapytał co się stało, odpowiedziałem, że nie wiem. No bo przecież nie miałem pojęcia skąd to się wzięło na mojej twarzy. Więc kiedy wystartowaliśmy, zapytałem Shannona:
- Wiesz może kto mi sprawił tego siniaka na twarzy?
- Ja. - Odparł sucho i dalej przeglądał magazyn o motorach.
- Aha. - To było jedyne co mogłem powiedzieć. Własny brat mnie uderzył. Nawet domyślałem się kiedy to zrobił. Prawdopodobnie, gdy przyszedł na ratunek Alyson. Wciąż czułem się za to jak ostatnia świnia, na dodatek przez cały dzień bolał mnie mój penis, jakby to była kara za to co chciałem zrobić. Albo może Shannon mnie tam kopnął. Cholera, aż musiałem zapytać.
- A czy ty... Może wyżyłeś się na moich genitaliach? - wyszeptałem. Nie chciałem, aby cały samolot wiedział o moich problemach.
- Nie ja. Alyson.
- Aha. - Powtórzyłem.
Nawet nie byłem za to zły, należało mi się. Odwróciłem głowę w stronę okna i zamarłem w bezruchu. I to byłoby na tyle z naszej rozmowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz