Siedziałam na kanapie w garderobie Linkinów i patrzyłam
jak Tyler bawi się zabawkami na podłodze. Wydawał przy tym odgłosy
bitwy, przez co tłumiłam śmiech.
- To takie... cofające w rozwoju - skomentował Shannon, który mi towarzyszył.
- Mały, chcesz gdzieś iść? - zapytałam, widząc jak chłopak odkłada zabawki na bok.
Energicznie pokiwał głową i wstał z miejsca.
- Ale tata mi nie pozwala. Mówi że to niebezpieczne i mogę się zgubić, a potem ktoś mnie porwie. - Ukryłam uśmiech na tą historię, którą rodzice zawsze wciskają dzieciom. No, ale dobrze. Nie będę się sprzeciwiać jego metodom wychowania.
- Trudno. A co chcesz robić? - chwyciłam jakąś gazetę z zasyfionego stolika i obejrzałam okładkę. Była na niej jakaś piosenkarka, a po bokach nieco odrębne tematy. Wśród doszukałam się zdjęcia mojego i Shannona, kiedy to wychodziliśmy od fryzjera. Odruchowo popatrzyłam na Leto, a ten rzucił mi pytające spojrzenie. Odłożyłam gazetę na bok i zaczęłam się przysłuchiwać temu co mówił do mnie Tyler.
- Chcę porozmawiać - zabrzmiało to uroczo, kiedy próbował się wysilić na poważny ton, jego dziecięcym głosem.
Spojrzał ostrzegawczo na Shannona, próbując mu przekazać żeby wyszedł.
Najwyraźniej zrozumiał i zostawił nas samych. Mały głośno westchnął i zaczął:
- Jak to jest się zakochać? - zdziwiło mnie to pytanie. Boże, on miał tylko sześć lat!
- A dlaczego pytasz? - zmarszczyłam brwi.
- Bo... nie wiem. - Wydął dolną wargę - Bo chyba się zakochałem. - Opuścił głowę próbując ukryć rumieńce.
- To jest... Coś przyjemnego, tak mi się wydaje. - Podrapałam się po karku - Kiedy ta osoba pojawia się w twoim towarzystwie, czujesz się bezpieczny. Czasami może ci się wydawać, że masz motyle w brzuchu... Dlaczego mnie o to pytasz? - przegryzłam wargę.
Wzruszył ramionami.
- Bo widać po tobie, że jesteś zakochana. Chciałem tylko wiedzieć, czy coś czuję do koleżanki.
Chwila. "Widać po tobie, że jesteś zakochana"? Co to miało niby znaczyć?
Spojrzałam na drzwi, za którymi zniknął Shannon. Czy to możliwe? Tak w ciągu kilku dni?
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Z zamyślenia wyrwał mnie Tyler, który machał mi dłonią przed oczami.
- Widzisz? - wyszczerzył swoje mleczaki. - Zakochałaś się. Ja chyba też - w tym samym momencie do garderoby weszli wszyscy z Linkin Park.
- Dziękuję ci bardzo - Chester uśmiechnął się do mnie i wytarł się ręcznikiem po spoconej twarzy.
- Nie ma sprawy - wstałam i zmierzwiłam Tylerowi włosy.
Chester podszedł do szafki przy ścianie i wyciągnął coś z torby. Po chwili wręczył mi dwa bilety i przepustkę.
- Wszystko masz tam napisane... Ee, przepustkę wystarczy, że pokarzesz ochroniarzowi i cię wpuści. To chyba sekretne show - zerknął na kawałek papieru. - Tak...
- Nie musisz, wiesz? - musiałam lekko unieść głowę, aby spojrzeć mu w oczy, gdyż był ode mnie o prawie dziesięć centymetrów wyższy.
- Wiem, ale chcę. - Mrugnął do mnie, a ja wzięłam te bilety.
Podziękowałam i wyszłam.
- O czym chciał porozmawiać? - zapytał Shannon, kiedy około północy wracaliśmy do domu.
- O niczym - tajemniczo się uśmiechnęłam. - Gdzie idziemy? - zmieniłam temat.
- Wiesz, jeszcze możemy obejrzeć jakiś film... - zaczął niepewnie. - Jeszcze młoda godzina - zaśmiał się.
- Dobra, byle nie horror. Nie lubię ich oglądać wieczorami i potem wracać nocą do domu - wtuliłam się w jego ramię.
- Możemy obejrzeć... - zamyślił się próbując przypomnieć sobie, jakie to filmy ma w posiadaniu. - Ee, Ja, Irena i Ja? Szczerze to jeszcze tego nie oglądałem, ale ponoć dobra komedia - uśmiechnął się.
- Może być... - przerwałam. - Boże, co oni tak za tobą łażą? - wskazałam głową na paparazziego, który siedział na ławce z lustrzanką i robił nam zdjęcia. Nawet nie próbował się jakoś ukryć czy coś...
- Łażą za mną, bo jesteś obok mnie. Nie każda ma taką okazję. - Puścił mi oko. - Uciekamy, czy po raz kolejny będziemy na okładkach gazet? - stanęliśmy w miejscu.
Szczerze? Czułam, że ojciec mnie ukatrupi jeśli znowu znajdzie mnie w prasie z Shannonem.
Zresztą nawet nie miałam ochoty tłumaczyć się później Harremu, czy Davidowi. Nawet nie musiałam, no ale...
- Jeśli znasz skróty to prowadź - uniosłam kącik ust, a on złapał mnie za rękę.
- Ale jeśli chcesz go zgubić, to musimy przyspieszyć tempo do biegu - ostrzegł mnie urzędowym tonem.
- Jasne, Mistrzu - zakpiłam i dałam się prowadzić według jego uznania.
Pociągnął mnie do przodu i biegliśmy tak kilka minut.
Później pociągnął mnie gwałtownie w prawo, w jakąś wąską, ciemną uliczkę. Gdybym go nie znała, przeraziłabym się.
Oparł się plecami o ścianę i zaczął wyglądać o do tyłu. Mężczyzna z aparatem stał i rozglądał się.
- Dużo zdjęć na pewno nam nie zrobił - wyszeptał. - Chodź.
Poprowadził mnie wzdłuż ciemnej alei, rozglądając się co chwilę.
- Co zrobisz jeśli ktoś wyskoczy tutaj z nożem? - zaśmiałam się, dając się ponieść wyobraźni.
- Pierwsze co, to na pewno bym cię obronił. - Zabójczo się uśmiechnął i choć było ciemno w jego oczach dojrzałam błysk. - Ale coś takiego raczej się nie zdarzy, bo tutaj nie chodzą tacy ludzie. Prędzej natkniemy się na jakiegoś martwego żula niż napastnika - uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Shannon.
Tak, zdecydowanie podobało mi się to.
Trzymaliśmy się cały czas za ręce, no i jeszcze podniecające szepty. Tylko sceneria nie bardzo pasowała. Poczułem pchnięcie od tyłu.
- Au, przepraszam. - Alyson się zachwiała, a ja ją podtrzymałem
- Stało się coś?
- Nie, chyba nie. - Zaśmiała się nerwowo - Możliwe, że potknęłam się o jakiegoś martwego żula, ale nic poważniejszego - uderzyła mnie lekko pięścią w ramię.
Oblizałem spierzchnięte wargi. Boże, była tak blisko mnie. Ogarnęły mnie przyjemne dreszcze, a wtedy ponownie splotłem nasze palce dłoni i ruszyliśmy na przód.
Wyprowadziłem nas na ulicę, gdzie wystarczyło przejść na drugą stronę i już byliśmy przy moim mieszkaniu.
- Voilà! - stanąłem na chodniku i wskazałem ręką dom.
- Brawo, Shanny - ścisnęła mocniej moją dłoń i przegryzła wargę. - Chodzący GPS, normalnie - zażartowała.
Przeszliśmy przez pustą ulicę, minęliśmy ochroniarza przy bramie i podeszliśmy do drzwi.
Sprawdziłem czy są otwarte, ku mojemu zdziwieniu - nie były. Spojrzałem na podjazd, na którym również nie było samochodu, Czyli Jared jeszcze nie dojechał, co było trochę dziwne.
Włożyłem klucz w zamek i go przekręciłem. Przepuściłem pierwszą Rudą i wszedłem za nią.
Ona od razu usiadła na kanapie i zaczęła przeglądać płyty, które leżały na stole. Odszukała film, który zaproponowałem wcześniej i podała mi pudełko, abym włożył do DVD.
Chwyciłem pilot i usiadłem obok niej. Właściwie to leżeliśmy.
Zacząłem dziwnie lubić tą kanapę. Zawsze narzekałem, że jest za wąska, ale teraz mogliśmy dzięki temu, prawie do siebie przylegać. Podpierałem się na jednym łokciu, a drugim ramieniem obejmowałem Aly w talii, aby nie spadła.
Czułem się jak zakochany nastolatek... Zakochany? Czy to naprawdę to? Na pewno coś więcej niż tylko "lubię cię", bo przy niej czułem się... Przyjemnie? Lubiłem z nią spędzać czas, to na pewno. Nie czułem się tak od liceum. Było tam mnóstwo pięknych, inteligentnych kobiet, ale żadna nie dorównywała Aly.
Kompletnie nie mogłem się skupić na filmie. Spojrzałem na Rudą, która już drzemała sobie w najlepsze. Nie dziwiłem jej się, było późno. No i biegliśmy pewien dystans, być może również to ją zmęczyło. Poczułem jak moje powieki stają się cięższe.
Zasnęliśmy w swoich objęciach.
Jared.
Nie miałem pojęcia, czy Shannon już śpi czy jeszcze nie. Jeśli nie, zapewne będzie zły.
Czy już nie można iść sobie wieczorem, do jakiegoś nocnego klubu?
Szczegóły że pojechałem tam jego samochodem. On mieszka w moim domu. Tak, tak mu właśnie powiem.
Przeszedłem obok Boba, naszego ochroniarza, który jak na razie spisywał się bardzo dobrze.
- Cześć, Bob - przywitałem się. Rzadko rozmawiałem z tym człowiekiem.
Wciąż w pozycji na baczność, spojrzał na mnie.
- W takim stanie, jechał pan samochodem? - zmierzył mnie wzrokiem.
- Oj tam, oj tam. Wypiłem tylko dwa drinki i nikomu nic się nie stało. - Parsknąłem śmiechem i poklepałem go po masywnym ramieniu. Był jak kamień.
- Mój brat zmarł, bo jakiś pijany idiota go przejechał samochodem. Tłumaczył się, że wypił tylko kilka kieliszków wódki. O kilka za dużo. - Odparł urzędowym tonem. Tego się nie spodziewałem.
- Nigdy nie mówiłeś, Bob - zmarszczyłem brwi.
Ciekawe dlaczego? Może dlatego, że w ogóle cię nie interesują cudze uczucia? Cudza przeszłość?
- Bo nigdy pan nie pytał - wymusił uśmiech, ale wyglądało to raczej jak grymas.
- Przepraszam, koleś. Na prawdę mi przykro. Nigdy nie zdawałem sobie sprawy...
- Każdy z nas ma swoje tragedie życiowe - przerwał mi.
Tak, mi zmarł ojciec. Często mi go brakuje - chciałem powiedzieć, ale nie byłem w stanie.
Wydusiłem ciche "przykro mi" i odszedłem. Co miałem więcej zrobić?
Byłem zmęczony, nie chciało mi się siedzieć tam całą noc. Znowu myślisz tylko o sobie. Chociaż chętnie wysłuchałbym tej historii.
Otworzyłem drzwi i po cichu wszedłem do salonu. Światła wszędzie były zgaszone, jedyne co rozświetlało pokój, to włączony telewizor.
Podszedłem do stolika i wziąłem pilota. Wyłączyłem to pudło i spojrzałem na kanapę.
Chyba za dużo wypiłem. Ładnie wyglądają razem. A Alyson kiedy śpi i mnie nie wyzywa wygląda jak... Anioł. Już tak na nią kiedyś mówiłem, ale nie spodobało się jej to.
Ale wtedy starałem się, aby choć trochę mnie polubiła, a teraz skoro spotyka się z Shannonem... Tak, wydaję mi się, że już odpuściłem. Ty? Tak, ja. Dziwne. Bardzo. Podszedłem do szafki obok telewizora i wyjąłem koc. Przykryłem ich i zrobiło mi się dziwnie ciepło w sercu. Zrobiłem dobry uczynek? Albo wreszcie nauczyłeś się cieszyć ze szczęścia innych. Może.
Stałem tak chwilę i wpatrywałem się w nich. Po chwili ruszyłem do kuchni i wyjąłem z lodówki mleko czekoladowe. Z reguły go nie piję, no ale... Kto by się nie oparł smakowi czekolady? Mleko to tylko dodatek.
- Jared? - szepnął zachrypniętym głosem Shann.
- Mhm. - Mruknąłem w odpowiedzi.
Grzbietem dłoni przetarł oczy, aby odzyskać w nich ostrość.
Spojrzał na Alyson i znów na mnie.
- Idź spać. Byłem taki dobroduszny, że przykryłem was kocem - nawet w ciemności, wiedziałem, że zauważył mój uśmiech.
- Wow, dzięki. - Udał entuzjazm, wciąż szepcząc.
Jak najdelikatniej mógł, wstał starając się nie obudzić dziewczyny.
Wymamrotałem coś niezrozumiałego nawet dla mnie, kiedy zauważyłem, jak Shann bierze ją na ręce.
Nawet w jego czynach widziałem delikatność i... uczucie?
Szedł powoli w stronę swojego pokoju, nogą otworzył drzwi i wszedł do środka.
Upiłem łyk mleka z kartonu, przyglądając się jego czynnościom. Podszedłem do drzwi i oparłem się o framugę drzwi.
Mogłem mu pomóc, ale nie pasowałoby to do mnie. Przedramieniem otarłem usta od mleka i oblizałem się.
Odgarnął kołdrę z jego łóżka i położył ją w nim. Nie obudziła się, a ten przykrył ją i wrócił do salonu zamykając drzwi swojego pokoju.
- No co? - zapytał, kiedy mój wzrok zaczął go dręczyć.
- Nic - rozbawiony, sam nie wiedziałem czym, wzruszyłem ramionami. - Nic a nic... - wolnym krokiem ruszyłem do swojego pokoju i bez prysznica opadłem na łóżko; niedługo po tym, zasnąłem jak małe dziecko.
- To takie... cofające w rozwoju - skomentował Shannon, który mi towarzyszył.
- Mały, chcesz gdzieś iść? - zapytałam, widząc jak chłopak odkłada zabawki na bok.
Energicznie pokiwał głową i wstał z miejsca.
- Ale tata mi nie pozwala. Mówi że to niebezpieczne i mogę się zgubić, a potem ktoś mnie porwie. - Ukryłam uśmiech na tą historię, którą rodzice zawsze wciskają dzieciom. No, ale dobrze. Nie będę się sprzeciwiać jego metodom wychowania.
- Trudno. A co chcesz robić? - chwyciłam jakąś gazetę z zasyfionego stolika i obejrzałam okładkę. Była na niej jakaś piosenkarka, a po bokach nieco odrębne tematy. Wśród doszukałam się zdjęcia mojego i Shannona, kiedy to wychodziliśmy od fryzjera. Odruchowo popatrzyłam na Leto, a ten rzucił mi pytające spojrzenie. Odłożyłam gazetę na bok i zaczęłam się przysłuchiwać temu co mówił do mnie Tyler.
- Chcę porozmawiać - zabrzmiało to uroczo, kiedy próbował się wysilić na poważny ton, jego dziecięcym głosem.
Spojrzał ostrzegawczo na Shannona, próbując mu przekazać żeby wyszedł.
Najwyraźniej zrozumiał i zostawił nas samych. Mały głośno westchnął i zaczął:
- Jak to jest się zakochać? - zdziwiło mnie to pytanie. Boże, on miał tylko sześć lat!
- A dlaczego pytasz? - zmarszczyłam brwi.
- Bo... nie wiem. - Wydął dolną wargę - Bo chyba się zakochałem. - Opuścił głowę próbując ukryć rumieńce.
- To jest... Coś przyjemnego, tak mi się wydaje. - Podrapałam się po karku - Kiedy ta osoba pojawia się w twoim towarzystwie, czujesz się bezpieczny. Czasami może ci się wydawać, że masz motyle w brzuchu... Dlaczego mnie o to pytasz? - przegryzłam wargę.
Wzruszył ramionami.
- Bo widać po tobie, że jesteś zakochana. Chciałem tylko wiedzieć, czy coś czuję do koleżanki.
Chwila. "Widać po tobie, że jesteś zakochana"? Co to miało niby znaczyć?
Spojrzałam na drzwi, za którymi zniknął Shannon. Czy to możliwe? Tak w ciągu kilku dni?
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Z zamyślenia wyrwał mnie Tyler, który machał mi dłonią przed oczami.
- Widzisz? - wyszczerzył swoje mleczaki. - Zakochałaś się. Ja chyba też - w tym samym momencie do garderoby weszli wszyscy z Linkin Park.
- Dziękuję ci bardzo - Chester uśmiechnął się do mnie i wytarł się ręcznikiem po spoconej twarzy.
- Nie ma sprawy - wstałam i zmierzwiłam Tylerowi włosy.
Chester podszedł do szafki przy ścianie i wyciągnął coś z torby. Po chwili wręczył mi dwa bilety i przepustkę.
- Wszystko masz tam napisane... Ee, przepustkę wystarczy, że pokarzesz ochroniarzowi i cię wpuści. To chyba sekretne show - zerknął na kawałek papieru. - Tak...
- Nie musisz, wiesz? - musiałam lekko unieść głowę, aby spojrzeć mu w oczy, gdyż był ode mnie o prawie dziesięć centymetrów wyższy.
- Wiem, ale chcę. - Mrugnął do mnie, a ja wzięłam te bilety.
Podziękowałam i wyszłam.
- O czym chciał porozmawiać? - zapytał Shannon, kiedy około północy wracaliśmy do domu.
- O niczym - tajemniczo się uśmiechnęłam. - Gdzie idziemy? - zmieniłam temat.
- Wiesz, jeszcze możemy obejrzeć jakiś film... - zaczął niepewnie. - Jeszcze młoda godzina - zaśmiał się.
- Dobra, byle nie horror. Nie lubię ich oglądać wieczorami i potem wracać nocą do domu - wtuliłam się w jego ramię.
- Możemy obejrzeć... - zamyślił się próbując przypomnieć sobie, jakie to filmy ma w posiadaniu. - Ee, Ja, Irena i Ja? Szczerze to jeszcze tego nie oglądałem, ale ponoć dobra komedia - uśmiechnął się.
- Może być... - przerwałam. - Boże, co oni tak za tobą łażą? - wskazałam głową na paparazziego, który siedział na ławce z lustrzanką i robił nam zdjęcia. Nawet nie próbował się jakoś ukryć czy coś...
- Łażą za mną, bo jesteś obok mnie. Nie każda ma taką okazję. - Puścił mi oko. - Uciekamy, czy po raz kolejny będziemy na okładkach gazet? - stanęliśmy w miejscu.
Szczerze? Czułam, że ojciec mnie ukatrupi jeśli znowu znajdzie mnie w prasie z Shannonem.
Zresztą nawet nie miałam ochoty tłumaczyć się później Harremu, czy Davidowi. Nawet nie musiałam, no ale...
- Jeśli znasz skróty to prowadź - uniosłam kącik ust, a on złapał mnie za rękę.
- Ale jeśli chcesz go zgubić, to musimy przyspieszyć tempo do biegu - ostrzegł mnie urzędowym tonem.
- Jasne, Mistrzu - zakpiłam i dałam się prowadzić według jego uznania.
Pociągnął mnie do przodu i biegliśmy tak kilka minut.
Później pociągnął mnie gwałtownie w prawo, w jakąś wąską, ciemną uliczkę. Gdybym go nie znała, przeraziłabym się.
Oparł się plecami o ścianę i zaczął wyglądać o do tyłu. Mężczyzna z aparatem stał i rozglądał się.
- Dużo zdjęć na pewno nam nie zrobił - wyszeptał. - Chodź.
Poprowadził mnie wzdłuż ciemnej alei, rozglądając się co chwilę.
- Co zrobisz jeśli ktoś wyskoczy tutaj z nożem? - zaśmiałam się, dając się ponieść wyobraźni.
- Pierwsze co, to na pewno bym cię obronił. - Zabójczo się uśmiechnął i choć było ciemno w jego oczach dojrzałam błysk. - Ale coś takiego raczej się nie zdarzy, bo tutaj nie chodzą tacy ludzie. Prędzej natkniemy się na jakiegoś martwego żula niż napastnika - uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Shannon.
Tak, zdecydowanie podobało mi się to.
Trzymaliśmy się cały czas za ręce, no i jeszcze podniecające szepty. Tylko sceneria nie bardzo pasowała. Poczułem pchnięcie od tyłu.
- Au, przepraszam. - Alyson się zachwiała, a ja ją podtrzymałem
- Stało się coś?
- Nie, chyba nie. - Zaśmiała się nerwowo - Możliwe, że potknęłam się o jakiegoś martwego żula, ale nic poważniejszego - uderzyła mnie lekko pięścią w ramię.
Oblizałem spierzchnięte wargi. Boże, była tak blisko mnie. Ogarnęły mnie przyjemne dreszcze, a wtedy ponownie splotłem nasze palce dłoni i ruszyliśmy na przód.
Wyprowadziłem nas na ulicę, gdzie wystarczyło przejść na drugą stronę i już byliśmy przy moim mieszkaniu.
- Voilà! - stanąłem na chodniku i wskazałem ręką dom.
- Brawo, Shanny - ścisnęła mocniej moją dłoń i przegryzła wargę. - Chodzący GPS, normalnie - zażartowała.
Przeszliśmy przez pustą ulicę, minęliśmy ochroniarza przy bramie i podeszliśmy do drzwi.
Sprawdziłem czy są otwarte, ku mojemu zdziwieniu - nie były. Spojrzałem na podjazd, na którym również nie było samochodu, Czyli Jared jeszcze nie dojechał, co było trochę dziwne.
Włożyłem klucz w zamek i go przekręciłem. Przepuściłem pierwszą Rudą i wszedłem za nią.
Ona od razu usiadła na kanapie i zaczęła przeglądać płyty, które leżały na stole. Odszukała film, który zaproponowałem wcześniej i podała mi pudełko, abym włożył do DVD.
Chwyciłem pilot i usiadłem obok niej. Właściwie to leżeliśmy.
Zacząłem dziwnie lubić tą kanapę. Zawsze narzekałem, że jest za wąska, ale teraz mogliśmy dzięki temu, prawie do siebie przylegać. Podpierałem się na jednym łokciu, a drugim ramieniem obejmowałem Aly w talii, aby nie spadła.
Czułem się jak zakochany nastolatek... Zakochany? Czy to naprawdę to? Na pewno coś więcej niż tylko "lubię cię", bo przy niej czułem się... Przyjemnie? Lubiłem z nią spędzać czas, to na pewno. Nie czułem się tak od liceum. Było tam mnóstwo pięknych, inteligentnych kobiet, ale żadna nie dorównywała Aly.
Kompletnie nie mogłem się skupić na filmie. Spojrzałem na Rudą, która już drzemała sobie w najlepsze. Nie dziwiłem jej się, było późno. No i biegliśmy pewien dystans, być może również to ją zmęczyło. Poczułem jak moje powieki stają się cięższe.
Zasnęliśmy w swoich objęciach.
Jared.
Nie miałem pojęcia, czy Shannon już śpi czy jeszcze nie. Jeśli nie, zapewne będzie zły.
Czy już nie można iść sobie wieczorem, do jakiegoś nocnego klubu?
Szczegóły że pojechałem tam jego samochodem. On mieszka w moim domu. Tak, tak mu właśnie powiem.
Przeszedłem obok Boba, naszego ochroniarza, który jak na razie spisywał się bardzo dobrze.
- Cześć, Bob - przywitałem się. Rzadko rozmawiałem z tym człowiekiem.
Wciąż w pozycji na baczność, spojrzał na mnie.
- W takim stanie, jechał pan samochodem? - zmierzył mnie wzrokiem.
- Oj tam, oj tam. Wypiłem tylko dwa drinki i nikomu nic się nie stało. - Parsknąłem śmiechem i poklepałem go po masywnym ramieniu. Był jak kamień.
- Mój brat zmarł, bo jakiś pijany idiota go przejechał samochodem. Tłumaczył się, że wypił tylko kilka kieliszków wódki. O kilka za dużo. - Odparł urzędowym tonem. Tego się nie spodziewałem.
- Nigdy nie mówiłeś, Bob - zmarszczyłem brwi.
Ciekawe dlaczego? Może dlatego, że w ogóle cię nie interesują cudze uczucia? Cudza przeszłość?
- Bo nigdy pan nie pytał - wymusił uśmiech, ale wyglądało to raczej jak grymas.
- Przepraszam, koleś. Na prawdę mi przykro. Nigdy nie zdawałem sobie sprawy...
- Każdy z nas ma swoje tragedie życiowe - przerwał mi.
Tak, mi zmarł ojciec. Często mi go brakuje - chciałem powiedzieć, ale nie byłem w stanie.
Wydusiłem ciche "przykro mi" i odszedłem. Co miałem więcej zrobić?
Byłem zmęczony, nie chciało mi się siedzieć tam całą noc. Znowu myślisz tylko o sobie. Chociaż chętnie wysłuchałbym tej historii.
Otworzyłem drzwi i po cichu wszedłem do salonu. Światła wszędzie były zgaszone, jedyne co rozświetlało pokój, to włączony telewizor.
Podszedłem do stolika i wziąłem pilota. Wyłączyłem to pudło i spojrzałem na kanapę.
Chyba za dużo wypiłem. Ładnie wyglądają razem. A Alyson kiedy śpi i mnie nie wyzywa wygląda jak... Anioł. Już tak na nią kiedyś mówiłem, ale nie spodobało się jej to.
Ale wtedy starałem się, aby choć trochę mnie polubiła, a teraz skoro spotyka się z Shannonem... Tak, wydaję mi się, że już odpuściłem. Ty? Tak, ja. Dziwne. Bardzo. Podszedłem do szafki obok telewizora i wyjąłem koc. Przykryłem ich i zrobiło mi się dziwnie ciepło w sercu. Zrobiłem dobry uczynek? Albo wreszcie nauczyłeś się cieszyć ze szczęścia innych. Może.
Stałem tak chwilę i wpatrywałem się w nich. Po chwili ruszyłem do kuchni i wyjąłem z lodówki mleko czekoladowe. Z reguły go nie piję, no ale... Kto by się nie oparł smakowi czekolady? Mleko to tylko dodatek.
- Jared? - szepnął zachrypniętym głosem Shann.
- Mhm. - Mruknąłem w odpowiedzi.
Grzbietem dłoni przetarł oczy, aby odzyskać w nich ostrość.
Spojrzał na Alyson i znów na mnie.
- Idź spać. Byłem taki dobroduszny, że przykryłem was kocem - nawet w ciemności, wiedziałem, że zauważył mój uśmiech.
- Wow, dzięki. - Udał entuzjazm, wciąż szepcząc.
Jak najdelikatniej mógł, wstał starając się nie obudzić dziewczyny.
Wymamrotałem coś niezrozumiałego nawet dla mnie, kiedy zauważyłem, jak Shann bierze ją na ręce.
Nawet w jego czynach widziałem delikatność i... uczucie?
Szedł powoli w stronę swojego pokoju, nogą otworzył drzwi i wszedł do środka.
Upiłem łyk mleka z kartonu, przyglądając się jego czynnościom. Podszedłem do drzwi i oparłem się o framugę drzwi.
Mogłem mu pomóc, ale nie pasowałoby to do mnie. Przedramieniem otarłem usta od mleka i oblizałem się.
Odgarnął kołdrę z jego łóżka i położył ją w nim. Nie obudziła się, a ten przykrył ją i wrócił do salonu zamykając drzwi swojego pokoju.
- No co? - zapytał, kiedy mój wzrok zaczął go dręczyć.
- Nic - rozbawiony, sam nie wiedziałem czym, wzruszyłem ramionami. - Nic a nic... - wolnym krokiem ruszyłem do swojego pokoju i bez prysznica opadłem na łóżko; niedługo po tym, zasnąłem jak małe dziecko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz